Ekologia dzieciństwa
Czyli parę słów o konferencji z
udziałem Andre i Arno Sternów, twórców ruchu ekologii dzieciństwa.
W
poprzednią sobotę niespodziewanie uczestniczyłam w spotkaniach z Andre i Arno
Sternami, które miały miejsce podczas konferencji poświęconej ekologii
dzieciństwa. Udział w prowadzonych przez nich wykładach był dla mnie jako mamy
i nauczyciela niezwykle inspirujący, dlatego też chciałabym się podzielić
kilkoma refleksjami.
Z bohaterami tego wpisu po raz pierwszym
zetknęłam się oglądając film dokumentalny o stanie współczesnej edukacji pt. „Alfabet”.
Arno Stern jest pedagogiem i badaczem
procesów uczenia się. Założył autorską pracownie malarską Malort, którą
prowadzi od ponad pięćdziesięciu lat. W latach sześćdziesiątych podróżował poszukując
plemion wolnych od wpływów zachodniej cywilizacji, by zbadać spontaniczne
skłonności ludzi oraz rolę zabawy w rozwoju człowieka. Jego syn - Andre Stern -
znany między innymi z tego, że nigdy nie chodził do szkoły, jest muzykiem,
lutnikiem, kompozytorem, pisarzem oraz dziennikarzem. Prowadzi wykłady i
spotkania na temat alternatywnych metod kształcenia, a także jest autorem
książek „…I nigdy nie chodziłem do szkoły”, „Siewcy entuzjazmu. Manifest
ekologii dzieciństwa” oraz „Mój ojciec, mój przyjaciel”, którą napisał wspólnie
ze swoim ojcem.
Wykład
starszego ze Sternów, człowieka z olbrzymim doświadczeniem pracy artystycznej z
dziećmi oraz badacza spontanicznych działań plastycznych dzieci, dotyczył
przede wszystkim wyników prowadzonych przez niego wieloletnich badań nad dziecięcym
rysunkiem. Z jego prezentacji płynął wniosek, by nie ograniczać dziecka w jego
twórczości, ani nie narzucać mu naszego spojrzenia, tylko dać dziecku możliwość
spontanicznego, spokojnego tworzenia, podczas którego naturalnie przejdzie poszczególne
etapy tzw. formulacji. Zainteresowanych tematem odsyłam do bloga Obrazy
Filozofii, w którym autorka bardziej szczegółowo opisuje filozofię śladu dziecka opracowaną przez Arno
Sterna (http://obrazyfilozofii.blogspot.com/2015/06/slad-dziecka-arno-sterna.html).
Osobiście
chciałabym więcej uwagi poświęcić wystąpieniu Andre Sterna, który według mnie poruszył
kilka istotnych kwestii dotyczących podejścia dorosłych do dziecka. Przede
wszystkim wskazał na konieczność istotnej zmiany postawy, która wciąż często
przepełniona jest wyższością i dystansem. Postulował, żeby odrzucić wszelkie
wyobrażenia, jakie mamy względem dziecka i skupić się na tym, jakie jest. Co
więcej, by sobie samemu pozwolić być takim, jakim się jest. Uważam, że Andre
bardzo trafnie to określił wskazując, że „stawać się zasłania nam to, żeby być”.
Po drugie prelegent zwrócił uwagę na rolę zabawy w procesie
uczenia się. Podkreślił, iż zabawa jest naturalną potrzebą dziecka, silniejszą
niż wszystko inne, nawet ból oraz, że zabawa jest najlepszym narzędziem służącym nauce, a wręcz uczenie się jest
jedynie efektem ubocznym zabawy (podczas swojego wystąpienia zapowiedział
książkę dotyczącą zabawy dziecka, nad którą obecnie pracuje).
Andre Stern w
swojej refleksji na temat rozwoju dziecka oraz postawy względem niego, wskazał
również na bardzo ważną rzecz, o której my jako dorośli często zapominamy
skupiając się na tym, co możemy dać naszemu dziecku. Zwrócił uwagę na to, czego
tak naprawdę my powinniśmy uczyć się od naszych dzieci. Dzieciaki są
znakomitymi nauczycielami otwartości serca i umysłu, tolerancji oraz
naturalności w odkrywaniu świata. Nie patrzą przez pryzmat kategorii, nie znają
nietolerancji, a także spoglądają na różnice między ludźmi, jako coś
zwyczajnego i normalnego.
Na
koniec wykładu padły słowa, które mocno utkwiły mi w pamięci oraz dały sporo do
myślenia. Andre powiedział, że nasze dzieci widzą przyszłość w nas samych oraz,
że jesteśmy dla nich przykładem, jacykolwiek byśmy nie byli. Dlatego, jeśli
chcemy, żeby nasze dzieci były szczęśliwymi ludźmi, warto przeżywać przed ich
oczami to, że jesteśmy szczęśliwymi dorosłymi.
To ostatnie zdanie z pewnością
pozostanie dla mnie wychowawczym mottem.




Komentarze
Prześlij komentarz