Pokoik braci
Stało
się. Przy największych mrozach tej zimy, wraz z dwójką małych dzieci
przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Tranzyt z jednego miejsca do drugiego pochłonął więcej czasu niż się spodziewaliśmy (przy okazji sił również), jednak
z ogromnym entuzjazmem wkroczyliśmy w ten nowy, wygodny etap życia.
Pełna werwy od razu rzuciłam się
urządzać pokój chłopcom. I zgodnie z obietnicą, już po dziesięciu dniach od
przeprowadzki, mogę pierwszy raz pokazać oblicze tego pomieszczenia.
Przypomnę, że pokój przygotowany
został dla dwulatka Witka i dwumiesięcznego Tadka. Co prawda, Tadzio ma swoje
łóżeczko w naszej sypialni (dla naszej wygody i spokoju starszego brata), ale w
ciągu dnia ma tu przygotowane miejsce do swojej niemowlęcej aktywności (w tym
momencie jest to materac z zawieszonym na wsporniku od półki mobilem).
Witek ma już swoje „dorosłe”
łóżeczko, z którego, ku mojemu zaskoczeniu, nie spadł jeszcze ani razu. Przy
łóżeczku, w kieszonkach każdego dnia czekają na niego ulubione pluszaki i
lalka, bez których Witolo nie wyobraża sobie zasypiania. Obok łóżeczka postawiłam
fotel – ważne miejsce do wspólnego wieczornego czytania. Nieopodal stoi szafka
z przyczepioną u góry ikeowską półką na ramki, pełniącą funkcje stojaka na
książki. Chciałam, żeby Witek miał wygodny dostęp do swoich codziennych lektur.
Ustawienie frontem ułatwia mu wybór książki oraz odkładanie jej z powrotem. Pozostała
część naszej dziecięcej biblioteczki jest schowana w szafie i czeka na wystawienie.
Zamysł jest taki, żeby co jakiś czas zmieniać listę dostępnych tytułów w
zależności od pory roku, świąt, zainteresowań, czy też innych okoliczności. Ma
to również na celu powrót do starszych książek z nowym entuzjazmem (czasem zmiany potrzebują sami rodzice, którzy nie mają już najmniejszej ochoty po raz tysięczny przeglądać Wiosnę na ulicy Czereśniowej).
Pod biblioteczką pięknie
prezentuje się kolekcja Witkowych pojazdów oraz pudła z drewnianymi klockami i
układanką z ulicami.
Niewielki, niski regał mieści w
sobie różne zabawki i pomoce używane na co dzień. Również one będą podlegać
rotacji w zależności od zainteresowań i potrzeb Witka. W tym momencie królują
tam prezenty świąteczne: drewniany traktor stojący przy zagrodzie ze
zwierzętami, dźwig, domino, a także liczydło (Witolo uwielbia przesuwać
koraliki), uszyte przeze mnie woreczki sensoryczne, piłki (potrzebne do
wieczornych harcy z tatą), małe instrumenty muzyczne (do wspólnego muzykowania)
i typowo montessoriańska układanka – tęcza.
Tuż obok regału leży przygotowany dla
Tadka materac, nad którym można umieszczać poszczególne mobile (na zdjęciu
mobil-tancerki). Co prawda brakuje mi przy nim lustra, ale biorąc pod uwagę
ruchliwość starszego synka, rozwiązanie to mogłoby być niebezpieczne.
Szczególnie, że Witolo uwielbia gramolić się obok Dusia, co niestety utrudnia młodszemu
braciszkowi spokojną obserwację.
Ostatnimi elementami, na których
zależało mi w pokoju chłopców, są stolik z krzesełkami oraz tablica do
rysowania. Witolo siadając do stolika ogłasza: „Ja pracuje!” i zapewniam, że nie
prowadzę w domu montessoriańskiej indoktrynacji.






hej, bardzo fajnie to wygląda. Na mnie najbardziej robi wrażenie ten minimalizm, ograniczona ilość rzeczy, może dlatego, że sama czuję się osaczona rzeczami. ściskam, Kinga
OdpowiedzUsuń