Domowe wspieranie samodzielności dwulatka

Hasło „dwulatek” u wielu osób natychmiast przywołuje wyobrażenie buntu i histerii wprost nie do opisania. Opowieści o zachowaniach dzieciaków w drugim roku życia urosły już do rangi mitu. Zapewne nieraz słyszeliście o histerii z powodu nie tych butów, nie tak ubranej czapki, kubka postawionego na złym miejscu, źle pokrojonej kanapki itd. itp. Rzeczywiście - u nas takie sytuacje są ostatnio na porządku dziennym. Chociaż nie raz jest z tym ciężko, w głębi duszy cieszę się, bo zdaje sobie sprawę, że poprzez takie zachowanie mój dwulatek woła do mnie: „Chcę być samodzielny! Chcę sam decydować!”.  Z resztą, jednym z pierwszych słów mojego nad wyraz konkretnego synka było: „siam!” (sam) oraz „ja!”. Oczywiście  sytuacja, kiedy wszyscy w pośpiechu zbierają się do wyjścia, a maluch czuje zew niezależności  i na widok rodzica chcącego ubrać mu czapkę krzyczy: „siam!” może być frustrująca. Jest to jednak sygnał, żeby nieco przeorganizować rodzinne „zbieranie się” i dać więcej czasu dziecku na ćwiczenie poszczególnych czynności życia codziennego, takich jak na przykład wkładanie butów czy zapinanie kurtki.

Tak jak wspominałam, nasz mały Witolo jest człowiekiem mocno autonomicznym. Próby przyspieszenia jakiejś czynności poprzez wyręczenie kończą się dla rodzica fiaskiem oraz skutkują jeszcze dłuższym czasem trwania danej czynności i silnie zaakcentowanym sprzeciwem. Nie ma innego rozwiązania, jak tylko umożliwić dziecku samodzielne wykonanie danej czynności, czy to będzie mycie rąk, zakładanie kurtki czy też wybór apaszki. I do tego, jak zwykle, przekonuje mnie Maria Montessori.

W jej książce
Odkrycie dziecka na temat samodzielności możemy przeczytać:

„Skuteczne działanie pedagogiczne wobec delikatnych dzieci musi polegać na pomaganiu im w podążaniu do samodzielności. Trzeba je wprowadzać w pierwsze formy aktywności, które pozwolą im być samowystarczalnymi i aby ze względu na swoją bezradność nie sprawiały kłopotu innym. Należy im pomóc nauczyć się chodzić bez pomocy, biegać, wchodzić i schodzić po schodach, podnosić przedmioty, które spadły, ubierać się i rozbierać, myć się, rozmawiać, a także wyrażać w jasny sposób swoje potrzeby, i próbować osiągnąć zadowolenie z własnych pragnień – oto na czym polega wychowanie do samodzielności.”



Dlatego stopniowo dostosowuję  nasze mieszkanie do obecności maluchów. Już jakiś czas temu pojawił się w przedpokoju kącik na ubrania wierzchnie. Trzy wieszaczki dostosowane do wzrostu Witola, pod nimi wycieraczka – miejsce na buty, a zaraz obok szuflada z pudełkami na apaszki, czapki i rękawiczki.



                Również miejsce na garderobę jest przystosowane do dzieciaków. Poszczególne ubrania znajdują się w oznakowanych piktogramami szufladach. Rysunki mają ułatwiać odnalezienie konkretnej części garderoby, czy też odłożenie na miejsce.  W każdej szufladzie znajduje się nie więcej niż kilka sztuk odzieży. Co prawda, póki co oznaczenia fantastycznie służą tacie oraz mnie (nie muszę już odpowiadać na pytania o właściwą szufladę). Jednak sytuacja z ostatnich dni przekonała mnie o słuszności takiego rozwiązania. Witolo przyszedł rano z wybranym przez siebie pełnym kompletem ubioru prosząc o przebranie z piżamy.



„Kto jest obsługiwany, a nie wspomagany, jest w pewien sposób ograniczony w swojej niezależności. Dla godności ludzkiej pojęcie to jest fundamentalne: Nie chcę być obsługiwany, ponieważ nie jestem bezradny, ale musimy sobie pomagać, ponieważ jesteśmy istotami społecznymi – oto co należy zrozumieć, by móc poczuć się naprawdę wolnym.”
Odkrycie dziecka

            Ostatnim miejscem, które chciałam jeszcze tutaj zaprezentować, jest kącik pielęgnacji w łazience. Bidet stał się umywalką najmłodszych członków rodziny, a przestrzeń wokół niego miejscem na niezbędne wyposażenie takie jak lusterko, wieszak na ręcznik, półeczka na szczoteczkę do zębów oraz kubeczek na szczotkę do włosów. Witolo chętnie korzysta z tych przedmiotów i uwielbia sam myć ręce. A ja, dumna z niego i siebie cieszę się, kiedy mogę powiedzieć: „Ale masz frajdę z tego mycia rąk!”



„Człowiek, który postępuje niezależnie, który angażuje swoje siły w wykonanie zadań, pokonuje sam siebie, doskonali się i rozwija swoje zdolności.”
Odkrycie dziecka

Komentarze

  1. Super! Kurcze, nawet nie wiedziałam, że rezygnując z bidetu w łazience zrobię sobie i Flo kuku. Muszę coś wymyślić na przyszłość. Może miskę jak za starych lat..? :)
    Wieliczańskie mamine podwórko pozdrawia warszawskie Mamine Podwórko <3 ściskamy mocno! mfw&company

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miska dobra rzecz na początek! Potem (jak nabierze wprawy we wspinaczce) mogą być schodki przy zwykłej umywalce.

      Usuń
  2. U nas też sprawdziły się szufladki, ale bez takich ładnych obrazków, nie wpadłam na to :) Miśki mają swoje ręczniczki, zabawki swoje miejsca, ale i tak jest ciężko nad tym zapanować. Moja 3,5 dzisiaj mi zrobiła kawę :) Wstała 15 minut przede mną, jak weszłam do pokoju siedziała w bluzce, majtki i skarpetki założone, a na głowie 11 kolorowych spinek i z takim smutno-przepraszającym spojrzeniem mówi: Nie mogłam znaleźć długich spodniów...
    U starszego bunt dwulatka trwał krótko, młoda jeszcze z tym walczy a ma 3,5.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby faza wrażliwości na porządek trwa u dziecka do ok. 6 roku życia, a jednak jest to inna wrażliwość niż nasza :) Wybiórcza, powiedziałabym.
      A z tym "buntem" to myślę, że to kwestia temperamentu dziecka. Witolo wykazywał się dużą stanowczością już w brzuchu. Dusio wydaje się spokojniejszy.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty